RSS
czwartek, 07 grudnia 2017

- Ty też jesteś świetnym wynalazcą. Znasz się na mechanice i elektronice. Co do mnie, nie mam pojęcia o tych rzeczach. Nawet w grach komputerowych ciągle nie wiem, o co chodzi. Wynajmuję człowieka, który to umie.
["Wielkie frontowe podwórze", Clifford D. Simak, w: "Isaac Asimov prezentuje najlepsze opowiadania Science Fiction (1958)"]

Zastanawiam się, czy jednym z objawów mego wkraczania w wiek średni nie jest też i to, że "coraz mniej umiem w gry komputerowe". Za młodu rżnąłem w nie całymi dniami, na studiach potrafiłem cały weekend spędzić przed pełnym kolorowych pikseli ekranem, a teraz, od paru lat, gram co najwyżej w jedną grę rocznie. W ciągu bieżącej dekady grałem tylko w "World of Warcraft" (szybko mnie znudził, więc połowę miesięcznej darmowej aktywacji leżał odłogiem), "Gothic" (przeszedłem), "Witcher" (przeszedłem), MMORPG o piratach (ostatecznie mi się znudził, ale miesiąc zanurzony w tej grze spędziłem), SPORPG o Rzymie, jedną grę przeglądarkową, w którą gram od 7-8 lat, bilarda (łączny czas spędzony w grze, według licznika, wynosi ponad 3 dni) i setka gierek Flashowych, w których granie wymuszały na mnie żądne kolorowych pikseli dzieci.

Rok temu - z hakiem - zabrałem się za "Witchera II", chętny powtórzenia doświadczenia sprzed 7 lat, gdy grałem w część pierwszą, zachwycony światem i wrażeniami. I utknąłem. Już początki szły mi średnio - po testowej walce komputer zaproponował najniższy poziom trudności, na co przystać nie pozwoliła mi duma wieloletniego gracza. Zrzuciwszy winę na lagi spowodowane chęcią zbyt dobrej grafiki, zmniejszyłem jej jakość i przeszedłszy po raz wtóry samouczek, spełniałem już warunki do gry na normalnym poziomie.

I szła mi ta gra jakoś - aż w połowie pierwszego aktu trafiłem na krakena. Na walce z nim zeszło mi pięć nocy - aż odpuściłem. Po paru popołudniach przerwy ponownie poniosłem porażkę. Postanowiłem więc skorzystać z pomocy Internautów - i okazało się, że na krakena jest tylko jeden sprytny sposób. Uzbrojony w tę wiedzę oraz zmniejszywszy poziom trudności na łatwy, już drugiego wieczora pokonałem potwora. Nie wyszedłem jednak z tej potyczki bez szwanku - wyparowała znaczna część mej radości z gry.

Gdy więc chwilę później zgubiłem się na nawiedzonym polu bitwy, gdzie we mgle "należało kierować się na lewo" i błądziłem po nim przez parę godzin, odpuściłem na dobre. Było to prawie dwa lata temu. Od tamtej pory tylko raz, na pół godziny odpaliłem grę. Wszedłem po raz setny w tę mgłę - i wyszedłem z niej gdzie indziej niż dotychczas. Było to zdumiewające, jednak ja jedynie zasejwowałem grę i wyłączyłem komputer.

Czy więc była to wina gry (ocenianej nad wyraz wysoko), czy też we mnie młodzieńczy entuzjazm do gier wyparował z wiekiem, wraz z zamiłowaniem do thrash metalu, pisaniem poezji czy brakiem łamania w krzyżu? Tego nie wiem, ale wiem, że skutkiem pracy byłbym w stanie pewnie wynająć ucznia czy studenciaka, który by nowe gry przeszedł za dwie stówki, podczas gdy ja będę patrzeć - albo po prostu potem usłyszę relację, jak się grało. Tylko, w odróżnieniu od biznesmena z opowiadania sprzed pół wieku, nie widzę w tym najmniejszego sensu. (Sens mógłby być w sponsorowaniu zawodowego gracza, na to jednak mnie jeszcze nie stać.)

* * *

W tym miejscu skończyłem pisać powyższy wpis trzy pory roku temu, czując, że brakuje tu odpowiednio dobrej puenty. Tę, jak zwykle bywa, dopisało życie.

W międzyczasie moje dzieci stały się wielkimi fanami gry "Minecraft". Siedmiolatce i pięciolatkowi udało się znaleźć darmowe jej klony i podróby i zainstalować część z nich na telefonie komórkowym. Najchętniej spędzali by połowę dnia w nie grając - drugą przeznaczywszy na oglądanie filmików o tym, jak inni grają w oryginalnego "Minecrafta". Odpaliłem jednego wieczoru owego darmowego klona, bo chciałem zobaczyć, co tam dzieci w nim zmajstrowały.

Jako wieloletni gracz wiem doskonale, że gry komputerowe to nie tylko bezmyślne napierdzielanie, ale potrafią też wydobyć z człowieka całe pokłady kreatywności (w odróżnieniu od oglądania telewizji), nie zdziwiło mnie więc, że ich "bazy" były dość rozbudowanymi strukturami, wyraźnie przypominającymi postacie z jednej z ich ulubionych bajek. Ze słyszanych rozmów znad komórki wiem, że nie są to jedyne budowle, które stworzyli - gdybym zajrzał dzień wcześniej lub później, ujrzałbym zapewne zupełnie inne budowle w innym zestawie tematycznym, a w kolejnym lub poprzednim tygodniu nawet inne klony tej gry.

Skye z 'Psiego Patrolu', jakby ktoś nie wiedział.

Jako emerytowany grafik 8-bitowy nie mogłem się tym widokiem nie zachwycić.

Ale nie to jest puentą. Puentą jest to, że gdy chciałem nakręcić sobie na pamiątkę filmik z universum tej gry i zacząłem się po nim przemieszczać, nieopatrznie wpadłem do głębokiej po pas wody. I nijak nie potrafiłem wyjść z niej na suchy ląd, by podejść do kolejnej budowli. W wersji komputerowej próbowałbym spacją, Enterem oraz innymi typowymi klawiszami i pewnie po paru chwilach bym się wydostał. W dotykowej wersji na smartfony okazałem się bezradny. Z dalszym nagrywaniem musiałem poczekać do rana, aż z tej beznadziejnej dla mnie sytuacji wyszedł w ciągu jednej chwili pięcioletni Rozczochrany.

08:16, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA