RSS
poniedziałek, 07 sierpnia 2017

- Ser Donnel Haigh - stwierdził. - Wygrałem od niego na turniejach tyle koni, że nie potrafię ich zliczyć. I zbroi też. Raz omal go nie zabiłem w walce zbiorowej.

- To czemu cię nie poznał? - zdziwiła się Arya.

- Dlatego, że rycerze są głupi i byłoby poniżej jego godności spoglądać dwa razy na jakiegoś francowatego wieśniaka. - Smagnął konie biczem. - Wystarczy trzymać wzrok spuszczony, przemawiać z szacunkiem i co chwila powtarzać 'ser', a większość rycerzy w ogóle człowieka nie zauważa. Więcej uwagi poświęcają koniom niż prostaczkom. Mógłby rozpoznać Nieznajomego, gdyby widział, jak na nim jeździłem.
[George R. R. Martin, "Nawałnica mieczy. Krew i złoto"]

Pamiętam czasy, gdy pod koniec ubiegłego millenium zaczynałem się "bawić w rycerzy". To, co później stało się rekonstrukcją, miejscami wcale udaną, zaczęło się jednak od walki na 4,5-kilogramowe miecze, biegania w "XIII-wiecznych kiltach" (i to małych, a nie great kiltach) i Kapituły Rycerstwa Polskiego, o czym też nie potrafię zapomnieć. Ta ostatnia miała możliwość "pasowania na rycerza". Czasem był to cały rytuał (widziałem kiedyś wczesnym popołudniem program w Telewizji Polskiej, ukazujący przygotowania i sam ceremoniał z czasów zanim zacząłem się tematem interesować; potem od spotkanych ukazanych tam osób dowiedziałem się, że wcale takiego natężenia patosu tam nie było), czasem jedynie krótki ceremoniał (tak podejrzewam, nigdy nie widziałem pasowania na żywo, jednak znając zamiłowanie do formy Kapituły nie przypuszczam, by bez takowego dało się pasowanie uzyskać), zwykle jednak owocował tym, że tak pasowany rycerz zaczynał się na imprezach wywyższać i zachowywać bufonowato.

Pamiętam oburzenie ludzi z lepszym sprzętem bojowym i strojami bądź z dłuższym stażem na te zachowanie "pasowanych".* To mogła być jedna z przyczyn późniejszego nakierowania na rekonstrukcję materialną w tym ruchu. Chodziło o to, by o statusie świadczyło to, jak kto wygląda, a nie poparcie wewnątrz organizacji, która po okresie swej chwały skupiała coraz mniejszy odsetek bractw rycerskich i zajmujących się rekonstrukcją ludzi.

Jest pewnie w tym toń ironii, że ludzie, którzy walczyli o jak najwierniejszą rekonstrukcję (materialną) czynili to dlatego, że uwierało ich naturalne, nieświadome, rekonstruowanie zachowań społecznych. Rycerz był rycerz i nawet jeśli mieszczanin był od niego bogatszy, a najemnik lepszy w walce - patrzył na nich z góry i mało go obchodzili - o czym obrazowo opowiada Aryi Ogar. Oni "grali w innej lidze" i ich zainteresowania skupiały się wyłącznie na drabince feudalnej. A na plebs patrzyli z góry dokładnie tak samo, jak owi "pasowani rycerze" kilkanaście lat temu patrzyli na "niepasowanych".

* - pamiętam też turniej w Lidzbarku Warmińskim, na którym z nudów przed bitwą (która zaczynała się już po zmierzchu, o 20 czy nawet 21 i przed którą obowiązywała (umiarkowana) prohibicja) dwaj koledzy zaczęli na dziedzińcu "się pasować", czyli okładać skórzanymi pasami. Gdy wieść o tym dotarła do miejsca, gdzie siedzieliśmy, wstał starszy stażem i wiele lat wcześniej przez Kapitułę pasowany (czym się tak bardzo nie chwalił, że gdyby nie ta sytuacja, to bym się o tym nigdy nie dowiedział) kolega, "z łapami jak bochenki", którymi bez schylania mógł się podrapać po kolanach, w każdą z nich chwycił pas i wyszedł ich depasować. Ostatecznie więc na skutek przewagi zasięgu ramion żaden z nich pasowany długo nie pozostał.

Tagi: Gra o Tron
18:24, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA