RSS
sobota, 19 maja 2012

Albowiem, jak powiada ów poeta tragiczny, Słowa prawdy zazwyczaj są proste. Dlatego też nie potrzeba ich wikłać.
[Seneka, "Listy moralne do Lucyliusza, IL 12]

I znów - kolejne zdanie Seneki, z którym zdążyłem się zgodzić, nim się z nim zapoznałem. Może, gdybym zapoznał się z klasykami filozofii w wieku lat kilkunastu, nie wyważałbym potem otwartych drzwi? Z drugiej strony jednak - może miast podążać własną ścieżką, podreptałbym ich śladami?

Tagi: Rzym
03:59, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

Dowodem przemiany czyjejś osobowości jest już sama ta okoliczność, iż dostrzega on swoje wady, z których dotąd nie zdawał sobie sprawy.
[Seneka, "Listy moralne do Lucyliusza, VI 1]

"Poznanie błędu jest początkiem wyzwolenia się z niego". Wybornie, moim zdaniem, powiedział to Epikur. Kto bowiem nie wie, że popełnia błędy, nie może chcieć poprawy. Trzeba, żebyś wpierw pochwycił siebie na złym uczynku, zanim będziesz pragnął poprawy. Niektórzy chełpią się swymi wadami. Czy sądzisz, że ci, co przywary swe zaliczają do cnót, myślą choć trochę o środkach poprawy? Toteż w miarę swych możliwości staraj się obwiniać siebie i szukać przeciwko sobie dowodów. Nasamprzód działaj w charakterze swego oskarżyciela, potem sędziego, a wreszcie orędownika. Od czasu do czasu zadaj sobie ból.
[Seneka, "Listy moralne do Lucyliusza, XXVIII 9] 

Jakkolwiek Senece zdarza się w "Listach" nieraz powtarzać, to jednak wywarł na mnie o wiele lepsze wrażenie niż Cyceron, a wiele jego spostrzeżeń traktować mogę jako potwierdzenie własnych. Jak na przykład powyższe. On jeszcze podpiera się Epikurem, ja nie znając ni jego spostrzeżenia, ni Seneki, możliwości podparcia się autorytetem nie miałem. Ale też nie odczuwałem - ni nie odczuwam teraz - potrzeby takiego podpierania się. Jeżeli zauważone przeze mnie spostrzeżenia są prawdziwe, to jest są, niezależnie czy ktoś o nim wcześniej napisał, czy nie. Jeżeli zaś są błędne, to nie zmieni tego nawet mendel autorytetów się pod nimi podpisujący.

Tagi: Rzym
03:59, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

Najważniejszą zaś przyczynę ich obu [lęku i oczekiwań] stanowi to, że nie zadowalamy się teraźniejszością, natomiast wybiegamy myślami w odległą przyszłość. W ten sposób wychodzi na zło przezorność, najlepsza rękojmia pomyślności człowieka! Dzikie zwierzęta, kiedy widzą niebezpieczeństwa, uciekają; a kiedy już uciekły, znów czują się bezpieczne. My zaś niepokoimy się tak przyszłością, jak i przeszłością. Wiele dóbr naszych wychodzi nam na szkodę, albowiem pamięć wciąż na nowo sprowadza udrękę strachu, a przezorność przewiduje ją też na przyszłość. Nie ma nikogo, kto by się czuł nieszczęśliwy wyłącznie ze względu na teraźniejszość.
[Seneka, "Listy moralne do Lucyliusza", V 8]

Seneka zaś twierdzi, że relacja między planowaniem i lękiem jest odwrotna, niż głosi moja hipoteza - w jego interpretacji nie dlatego ciągle planuję, że się lękam przyszłości - ale dlatego się lękam, że wciąż ją planuję.

Ale wniosek ma ten sam - te chwile życia wyłącznie teraźniejszością utożsamia ze szczęściem.

Tagi: Rzym
03:54, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

CRONIAMANTAL

Ha, ha, ha! Szczęśliwy człowiek pachnie tak samo jak umarły. Zatrzyj ręce. Jaka jest różnica między człowiekiem a trupem?
[Guillaume Apollinaire, "Poeta zamordowany"]

Nie będę łgał, że zawsze jestem szczęśliwy. Zbyt wiele we mnie stresu i lęku. Ale bywam szczęśliwy. I nie wiem, jak wtedy pachnę, ale na pewno tak samo zajmuje swój umysł myśleniem o przyszłości co umarły. Liczy się tylko tu i teraz, a nie przewidywanie i planowanie. Nie myślę o tym, co będzie - cieszę się tym, co jest, tą właśnie chwilą ("Żyj chwilą!" - czasem "Carpe diem!", czasem raczej "Carpe minutam!").

I na tyle silnie to odczuwam, że postanowiłem przypomnieć sobie "Poetę zamordowanego", przeczytanego półtorej dekady temu (jakkolwiek w innym wydaniu), właśnie dla powyższego cytatu (czyli: THIS TOON IS A REPEAT!*). Bo zrobił na mnie wtedy wrażenie i, zapisawszy, go zapamiętałem. A zapisałem go dekadę temu w takim kontekście:

Czyż szczęśliwy człowiek przemyśleń nie miewa, bo są mu one niepotrzebne, ehem, do szczęścia? Na pewno „szczęśliwy człowiek pachnie tak samo jak umarły” – ale czy również cechuje go podobna głębia przemyśleń? [Lipiec 2001]

Coś więc tkwi w tym przyrównaniu człowieka szczęśliwego do umarłego - przynajmniej dla mnie, skoro i wtedy i teraz mnie zaintrygowała. 

 

* - takie dopiski zdarzają się na niektórych stripe'ach, gdy autor nie dosłał kolejnego i się ponownie wkleja stary stripe; tak przynajmniej było na UserFriendly.org, zanim przeszli z detalu w hurt i zaczęli powtarzać cały komiks sprzed dekady.

03:50, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2012

Jeżeli bowiem natura - jak nauczają badacze przyrody, a osobliwie ci, którzy twierdzą, że wszystko, co istnieje, tworzy jedność - złączona jest harmonią tudzież odznacza się ciągłością, to cóż wspólnego może mieć wszechświat jako całość ze znalezieniem przez kogoś skarbu?
[Cyceron, "O Wróżbiarstwie. Księga Druga"]

Jako holista odpowiem: wszystko.

Tagi: Rzym
11:33, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

- Nazywam się Marillion - oznajmił minstrel i trącił palcem strunę swej harfy. - Może słyszeliście mnie gdzieś?
[George R.R. Martin, "Gra o tron"]

Imiona postaci pojawiających się w książkach, zwłaszcza gdy jest ich więcej niż pięcioro, potrafią być problemem dla autora. Co bardziej 'kreatywni' wymyślają je "z głowy", co niestety często kończy się widocznymi lukami logicznymi (postacie o imionach wziętych z różnych kultur, z różnych języków - np. chiński, czy rosyjski vs. angielski) w fabułach "dawnych" lub "fantastycznych". Autorzy fabuł o postaciach posiadających imię i nazwisko mogą użyć książki telefonicznej lub innej listy realnych imion i nazwisk (James Bond był ornitologiem, autorem książki). Istnieją generatory mniej lub bardziej losowych imion dla konkretnych grup słów / sylab / znaków źródłowych do wykorzystania w fabułach dziejących się światach bardziej oddalonych od naszego.

A można też przemyśleć sprawę dokładniej, przemyśleć język używany w czasoprzestrzeni fabuły, jego składnię, metodę tworzenia imion, pseudonimów, przydomków lub nazwisk postaci, i w jego ramach budować ogromne ilości pasujących do siebie imion.

Tu muszę przyznać wyższość języka angielskiego nad polskim. Ich formy podstawowych terminów (nie semantycznych prym, lecz terminów) przez swą nieodmienność zachowały swe pierwotne brzmienie ("Smith"), a nie zdryfowały ("Kowalski" miast "Kowal"). Ponadto doskonale się łączą ("Ironsmith", "Blacksmith" - "Blackadder"), podczas gdy w polskim tworzy się wtedy dwa słowa, co eliminuje zwykle z grona współczesnych nazwisk, lub synonim.

W polskim takie działania mają rację bytu jedynie w fabułach "wczesnosłowiańskich". Wszystkie "żmigrody", "wężuje", "Żnisławy" i inne "Bogumiły" sprawdzają się tam doskonale.

Martin, mam wrażenie, ukuł imiona (i nazwy rodów) swych postaci z Westeros na osnowie XV-wiecznej Anglii, uwspółcześniając je jedynie na potrzeby współczesnego czytelnika amerykańskiego. I się to sprawdza. Nie gryzą imiona z dwóch różnych grup źródłowych.

Z postaciami spoza Westeros już tak łatwo nie miał. Czyta się o nich bez zgrzytu (brak fraz w stylu "pustynny nomad Przesuńsłup Ironhand"), lecz zbyt mało uwagi im poświęciłem, by móc orzec, czy używa losowego generatora (ale jeśli tak, to po "Borroq" i "Moqorro" winny pojawić się kolejne przypominające się pary imion).

I tylko ten "Marillion" zostaje, wrzucony w pierwszy tom chyba raczej jako Easter egg niż przypadkiem. Jedyny drobny zgrzyt, jak to czasem się z Easter eggs zdarza.

Tagi: Gra o Tron
10:33, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 kwietnia 2012

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.

Nie, to nie.

I tak zresztą nic ciekawego wybrać by się nie dało. Może jedno zdanie, że

gorące kąpiele winne męskich genitaliów (...) powodują niemal natychmiastowe upojenie
[Sarah Herman, "Legendy podmiejskie"]

i fragment z notki o śniegu na Boże Narodzenie wywołały choćby przelotne me zainteresowanie. Reszta okazała się nieciekawa, a humor w prezentowanych odpowiedziach często wydawał mi się wymuszony. Być może dawkowana w postaci pojedynczych artykulików na przedostatniej stronie tygodnika lub miesięcznika by się jeszcze zawartość książki broniła, tutaj jednak natłok odpowiedzi nuży i wywołuje raczej ziewanie niż uśmiech. Cóż, mój błąd: kupiłem książkę zwiedziony tytułem i nie doczytawszy tekstu na okładce (przegapiłem jedną partykułę, zresztą wizualnie wyeksponowaną) spodziewałem się czegoś innego.

A zacytowany na początku notki, umieszczony na stronie informacyjnej książki, fragment sprawił, że zacząłem się zastanawiać, czy cytując tu choćby drobne wyimki z przeczytanych książek nie łamię aby prawa. Opierając się na informacjach od osoby biegłej w prawie zakładam, że podobnie jak jest to w przypadku innych rodzajów twórczości artystycznej, umieszczenie drobnego fragmentu jako przyczynku do własnych rozważań łamaniem prawa nie jest. Ale co, jeżeli - jak tu - wprost jest określone, że "żadnej części powielać nie można"?

Na szczęście z tego typu dopiskiem zetknąłem się dopiero po raz pierwszy - i pozostaje mi mieć nadzieję, że po raz ostatni.

01:30, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 marca 2012

Tymczasem zmartwienie jest właśnie niepokojem duszy; mądry człowiek jest zatem zawsze od niego wolny. Coś podobnego można powiedzieć zapewne i o człowieku powściągliwym, którego Grecy nazywają σωφρων.
[Cyceron, "Rozmowy tuskulańskie", III 16]

A Stanisław Anioł pisarzem Sofronowem (Софронов).

Tagi: Rzym
23:44, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 marca 2012

Próżno szukać ksiąg moich w księgarniach,
Nie ma ich na wystawach, nie zbruka ich łapą
Spotniałą motłoch lub Tigelliusz Hermogenes,
Czytam w gronie, gdzie proszą, nie wszędzie, nie wszystkim.
[Horacy, Satyry I 4, 71 n.]
[Maria Cytowska, Hanna Szelest, "Literatura Rzymska - Okres Augustowski"]

To by się Horacy nie ucieszył, że jego księgi są szkolną lekturą.

A sam cytat przy okazji dobrze obrazuje me podejście do blogowania. Nieco paradoksalnie, bo przecież sama idea blogowania to właśnie wystawa, do której dostęp ma każdy. Ale to temat na wpis do innego bloga.

10:13, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

Poza rozmaitymi sytuacjami, w których odbywa się biesiada, różne są także okazje skłaniające do sięgania po wino i różnie wyrażone do tego zachęty: od zaproszenia (I 17 - zaproszenie Tyndaridy, IV 11 - zaproszenie Fyllidy, I 20, III 8, III 29 - zaproszenie Mecenasa) po przemówienie, w którym wezwanie do uczty pojawia się jakby spontanicznie, pod wpływem nastroju (III 14, III 28). (...)

(...) Pieśń I 37: "Nunc est bibendum" wzywa do radości po zwycięstwie pod Akcjum. W pieśni III 14: "Herculis ritu modo dictus o plebs" poeta nawołuje lud do uczczenia mającego powrócić z Hiszpanii Augusta. Ta radosna chwila jakby spontanicznie pobudza poetę do sympozjonu: "Idź chłopcze, przynieś wonności i wieńce i dzban wina jeszcze z wojny marsyjskiej" ("I pete unguentum, puer, et coronas et cadum Marsi memorem duelli", III 14, 17-18). (...)

(...) Są też pieśni biesiadne ułożone z okazji prywatnych: dla uczczenia powrotu przyjaciela (I 36, II 7), osiągnięcia godności (augurat Mureny - III 19), powrotu Mecenasa do zdrowia (I 20), uniknięcia śmierci (III 8 - zaproszenie Mecenasa na ucztę, wyprawioną dla uczczenia dnia, w którym Horacy szczęśliwie uniknął śmierci, gdy zagrażało mu upadające drzewo), dla uczczenia dni uroczystych obchodzonych przez przyjaciół (...) W kilku sympotykach uczta jest sposobem dla ulżenia troskom (II 11: "Quid bellicosus Cantaber"), odbywa się z okazji świątecznego dnia (III 28: "Festo quid potius die"), nadchodzącej wiosny (IV 12: "Iam veris comites"), srogiej zimy (I 9: "Vides ut alta"), wietrznego dnia (III 17).

[Maria Cytowska, Hanna Szelest, "Literatura Rzymska - Okres Augustowski"]

W obecnych czasach znalazłby gości na biesiady tylko w weekendy. 

(Zresztą, nic dziwnego, u nas srogie zimy i wietrzne dni świętować by trzeba codziennie, jak było to w PRL-u - wódką lub podłym piwem, nie zaś winem.)

Zazdroszczę Horacemu, jeżeli szczerze pisał swe poezje (nie musiał, mogło być to tylko ćwiczenie, próba stylu poetyckiego, wyrafinowany żart) umiejętności zauważenia dnia godnego świętowania. Ja się też staram dostrzec okazje, astronomiczne, kulturowe i historyczne, ale skutkiem tego obawiam się, czy nie biesiaduję aby zbyt często.

Horacy takich wątpliwości nie miał.

Tagi: Rzym
10:12, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA