Blog > Komentarze do wpisu

83-7319-817-2

Jedną z prac, w której najpełniej wyraził on [Harold Bloom – przyp.red.] swoje poglądy, jest zapewne Lęk przed wpływem: tytuł wyraża w tym wypadku sedno autorskich poglądów. Bloom twierdzi mianowicie, że wszyscy poeci – co najmniej od czasów oświecenia – dręczeni są przez świadomość tego, że „przyszli za późno”, że skazani są na nieusuwalną wtórność. Amerykański krytyk każe nam wierzyć, że każde dzieło literackie powstałe od tego momentu ma już swojego poprzednika; nawet jeśli twórcy wydaje się, że jest w pełni oryginalny, nawet jeśli w ogóle nie czytał strof swojego prekursora, jego pisanie ma charakter „wykrzywiający”, a każdy wiersz jest tak naprawdę postępującą deformacją oryginału. Stąd wszyscy pooświeceniowi twórcy dręczeni są, świadomie czy też nie, przez ów nieznośny, niedający się wyeliminować „lęk przed wpływem”, obezwładniający strach przed kondycją kopisty.
["Gra w patriotyzm", w: Wojciech Józef Burszta, Waldemar Kuligowski "Sequel. Dalsze przygody kultury w globalnym świecie"]

Za młodu byłem poetą i pamiętam, że poczucie to wzrastało w miarę oczytania: w początkach mej tfu!rczości nie było obecne wcale, by po ledwie paru latach być świadomym, że "wszystko już było, (jak) rzekł Ben Akiba". Dlatego też - gdy z kiepskiego poety starałem się stać w pełni multimedialnym artystą - planowałem zająć się zająć dziedzinami sztuki, o których nie miałem pojęcia. Wierzyłem, że tylko tak dam upust swej oryginalności, niespaczonej wyuczonymi lub podpatrzonymi manierami. Dlatego np. grywałem na instrumentach muzycznych bez żadnego przeszkolenia, co - jak mniemam - mogło drażnić osoby ze słuchem muzycznym. 

Ostatecznie zrezygnowałem z tego, uświadomiwszy sobie, że nie jestem w stanie sam wyuczyć się wszelkich dziedzin sztuki (czy z braku talentu, czy jedynie cierpliwości - trudno orzec, skoro zabrakło mi cierpliwości, by to sprawdzić). Zarzuciłem też pisanie wierszy (co daje mi teraz prawo do noszenie tytułu "emerytowanego poety"), a przedostatni napisałem od razu po zakończeniu lektury "Nowego poradnika wydajnego zażywania narkotyków" Witolda Wirpszy (ISBN: 83-85568-18-2) i był tak mocno nim przesycony, że wprost pod nim dopisałem "(inspired by wirpsza)".

Potem pisałem już tylko haiku. I choć nie doszedłem w tym do stanu oczytania, w którym rzekłbym, że "tylko powtarzam" (choć raz mi się zdarzyło; napisałem - a przynajmniej wymyśliłem - swe haiku śmierci tylko po to, by odnaleźć je niemal co do słowa w zbiorze starych mistrzów), to w miarę wzrastania wiedzy o budowie gatunku moja oryginalność bywała coraz bardziej ograniczana.

Zdając sobie więc sobie z tego trendu sprawę, w zupełnie innej dziedzinie całkowicie mu się poddałem. Miast silić się na oryginalność zamarzyłem sobie jak najdokładniej zrekonstruować sztukę sprzed lat. Wszelkie niepoparte źródłami pomysły starałem się odrzucać, zdając sobie sprawę, że mogą być skażone myśleniem z epok nastałych po owej sztuce. Dopiero po latach, gdy zacząłem przypuszczać, że moja wiedza pozwala mi na wysnuwanie słusznych wniosków o sztuce epoki, zacząłem (z wielką ostrożnością) "dopisywać" sobie do traktatów brakujące fragmenty. Dodawał mi poczucia słuszności tego kroku fakt, że moja wiedza o rozwoju tej sztuki w ciągu ostatnich czterystu lat była zerowa, więc nie mogła wpływać na moją próbę rekonstrukcji wcześniejszych jej przejawów. 

Teraz, gdy jestem już starszy, bogatszy o te doświadczenia i świadom tego "łęku kopisty", myślę o nim jako o metodzie do wykorzystania, a nie powodzie zaprzestania prac. Wciąż jeszcze mając pragnienie awansu z poety na prozaika, mam na półkach książki paru autorów, których nie czytam, bo chcę pewnego razu połknąć je wszystkie naraz, by nasycić się stylem i będąc wciąż pod jego wpływem - napisać własną fabułę. Mam taki plan obejmujący Janusza Rudnickiego, mego ulubionego polskiego pisarza, w którego stylu chcę napisać zbiór opowiadań.

Liczę, że w tak obszernej formie, jaką są powieści lub zbiory opowiadań, nieuniknione nawiązania do stylu i pomysłów przeczytanych autorów i tak zostawią nieco miejsca dla mych oryginalnych myśli i pomysłów. Czy słusznie - okaże się, jeżeli kiedyś nie zabraknie mi cierpliwości, by to sprawdzić (a w przypadku ww. zbioru opowiadań - gdy kiedyś będę miał miesiąc czasu wolnego, by móc przeczytać jego książki i napisać cały zbiór nim ze mnie jego styl do końca wyparuje).

wtorek, 21 lutego 2017, nieuczesany23

Polecane wpisy

  • 83-00-00000-0 (24)

    - Ty też jesteś świetnym wynalazcą. Znasz się na mechanice i elektronice. Co do mnie, nie mam pojęcia o tych rzeczach. Nawet w grach komputerowych ciągle nie wi

  • 978-83-64437-24-3

    Proces ten [akumulacji kapitału u najbogatszej warstwy społeczeństwa – przyp.red.] nie dokonywał się jednak w społecznej próżni. Dlatego, patrząc na wykre

  • 83-08-01655-3 (8)

    Przed zaśnięciem "kawałek" Lechonia: "Podobno (tak mi mówił kiedyś Staś Wasylewski) Mickiewicz był sadystą i tak bił żonę, że aż zwariowała. Podobno (to samo źr

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA