Blog > Komentarze do wpisu

83-7245-176-1 (2)

Choć to, co nazywamy postępem, jest w znacznej mierze po prostu wynikiem nagromadzenia wiedzy, kto wie czy nie zgubiliśmy nic po drodze. Cywilizacja to historia zarówno zysku, jak i straty. Nawet jeśli odrzuci się pogląd o stałym i niezakłóconym postępie w historii ludzkości, nie oznacza to, że jest się wyznawcą teorii upadku czy wygnania z Raju. Ludzkie osiągnięcia i klęski na tle dziejów układają się w sposób nieciągły, nieregularny, tworząc całość zbyt chaotyczną, by sprowadzać wszystko do prostego pojęcia postępu lub równie uproszczonej, mrocznej wizji nieprzerwanego i nieuchronnego upadku. Jednak rzekomo linearna natura postępu częstokroć znajduje wyraz w kuglarskich strategiach.

Na przykład nowoczesną demokrację uważa się za odmianę postępu, która polega na niewątpliwym ulepszeniu praw i wolności przeciętnego obywatela w porównaniu z sytuacją człowieka we wcześniejszym systemie feudalnym w Europie. Ponieważ feudalizm, historycznie rzecz biorąc, poprzedzał demokrację – brzmi argument – dokonał się widoczny postęp w dziedzinie wolności jednostki. Często implikacją takiego argumentowania jest pogląd, że jeśli chłop pańszczyźniany miał mniej swobód niż obywatel nowoczesnego państwa, to każda jednostka należąca do wspólnoty przedfeudalnej miała jeszcze mniej swobód niż ów chłop. Fakt, że przeciętny człowiek epoki kamienia mógł się cieszyć większą swobodą niż chłop (lub nawet przeciętny obywatel nowoczesnego, demokratycznego państwa), jest zwyczajnie ignorowany w tej wersji historii ludzkości, w której wciąż wznosimy się na coraz wspanialsze wyżyny, spoglądając w przeszłość jedynie po to, by pogratulować sobie, że tak daleko zaszliśmy.
[Richard Rudgley, "Zaginione cywilizacje epoki kamienia"]

Utkwił w mej głowie ten cytat i wciąż mi się przypomina, gdy słyszę - lub czytam - gdzieś o nieustającym postępie cywilizacji, czy to w przeszłości, czy też w przyszłości. Faktycznie, w chwili obecnej cywilizacja nasza ostro pnie się w górę, ale błędem (popularnym) jest wysnuwanie z tego wniosku, że tak będzie przez najbliższe kilkaset lat, aż cywilizacja nasza "sięgnie gwiazd" (także dosłownie), wyleczy wszystkie choroby i pozwoli uzyskać osobniczą nieśmiertelność. A tak wcale być nie musi, to błąd nieuprawnionej ekstrapolacji.

Tak samo w umysłach ludzi tkwi opisane tu przekonanie, że skoro teraz poprawiamy nasze życie, to w przeszłości musiało być naprawdę podłe, skoro po setkach lat ciągłej poprawy jego jakości dopiero ostatnimi czasy osiągnęło obecny, znośny poziom.

Jest ono o tyle błędne, że często wraz ze wzrostem ostatnio gloryfikowanej efektywności spada jakość wytwarzanego produktu. Choć ta zależność jest wyraźnie widoczna w naszych czasach, nie jest rzeczą nową - kołowrotek pozwalał na uprzędzenie znacznie większej ilości wełny niż wrzeciono, ale przędza ta jest gorsza jakościowo niż ta z wrzeciona. Coś za coś - ilość kosztem jakości lub na odwrót, o czym zwykle zapominamy patrząc na efektownie wskaźniki wzrostu efektywności.

Ostatnio popularne jest hasło o "cofaniu nas do średniowiecza", komentujące kolejne ukazy nowej władzy. Pod wieloma względami jest ono absolutnie błędne, bo cofa nas raczej w okres XIX wieku, gdzie jakość życia i praw człowieka bywała gorsza niż w średniowieczu. Tak (ponoć) jest z popularnym ostatnimi dniami tematem aborcji.

Na bazie tego hasła mówiono w półświatku politycznym, że wygrana mocno prokościelnej partii w ostatnich wyborach miała nas cofnąć o 500 lat. Wspomniałem już, że chciałbym, by plan ten udało się wykonać w 90% - w połowie XVI wieku Polska była tak tolerancyjnym państwem, że przybywali tu innowiercy oraz Żydzi z całej Europy. Uważam, że wyszło to z pożytkiem dla kraju, który wtedy też przeżywał okres prosperity i naprawdę chciałbym, by Polska wróciła do tych wzorców.

Podobnie szokujące na pierwszą myśl jest stwierdzenie, że człowiek pierwotny spędzał na poszukiwaniu pożywienia około 3-4 godzin dziennie, a resztę czasu miał wolną[citation needed]. Wydaje się to niemożliwe, przecież to my po latach usprawnień spędzamy "jedynie" 40 godzin tygodniowo na utrzymanie się. A jednak, jak się zastanowić, tłumaczy, skąd wzięły się ówczesne przejawy sztuki, które przetrwały do naszych czasów: malarstwo naścienne i rzeźby z kłów oraz kości - ówcześni ludzie mogli spędzać długie godziny na żmudnym rzeźbieniu, bo mieli na to czas. Człowiek współczesny nie ma, po nas więc archeolodzy zbyt wiele za dziesiątki tysięcy lat nie wykopią.

Ten sam błąd ekstrapolacji przeniesiony w przyszłość regularnie objawia się przekonaniem, że za pół wieku lub wiek człowiek będzie pracował jedynie parę godzin w tygodniu, resztę czasu poświęcając na odbiór lub tworzenie kultury. Bo przecież Francja już skróciła tydzień pracy do 35 godzin tygodniowo, więc ekstrapolując... Ja jakoś tego nie widzę.

Tym samym błędem obarczona było hipoteza Francisa Fukuyamy o "końcu historii". Ładnie wpasowywała się w koniec ubiegłego millenium ("kończy się millenium, kończy się historia"), ale już po kilkunastu latach można stwierdzić jej niezgodność z rzeczywistością.

Żyjemy więc w naszej lokalnej czasoprzestrzeni, niezbyt pełni wiedzy o tym, jak wyglądało życie, prawa i obowiązki ludzi setki i tysiące lat temu i nie mający żadnej pewności, jak wyglądać będą w przyszłości. Ale powszechnie uznajemy, że żyjemy w cudownych czasach postępu, który doprowadzi nas do idealnego stanu rzeczy. Byłoby miło, ale istniało już parę cywilizacji, którym wydawało się tak samo i uczymy się teraz o nich na lekcjach historii. Nie można więc wykluczyć, że to samo czekać będzie naszą cywilizację.

Ani wykluczyć nie można tego, że jej upadek spowoduje pogorszenie jakości życia ludzkości. Tymczasowo na pewno, bo upadek taki zwykle połączony jest z tumultem i tętentem bojowych koni przemierzających świat. Ale nie musi to oznaczać, że w świecie, który wyłoni się, gdy opadnie kurz, będzie się żyło gorzej niż nam teraz.

wtorek, 12 kwietnia 2016, nieuczesany23

Polecane wpisy

  • 0-330-28121-6

    ABERCRAVE (vb.) To strongly desire to swing from the pole on the rear footplate of a bus. [Douglas Adams, "The Meaning of Liff"] As I remember, I used t

  • 978-83-7839-007-7

    Prawdziwe koty nie polują dla zdobycia jedzenia, ale dlatego że was kochają. A ponieważ was kochają, zdają sobie sprawę, że z jakiegoś powodu zapomnieliście umi

  • 978-83-8062-021-6

    Pan Suttle spojrzał w dół. Wcześniej miał na sobie zwyczajny szary garnitur; a teraz był ubrany w jaskrawoczerwone pończochy, workowate pantalony, jasnozielony

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA