Blog > Komentarze do wpisu

83-89651-59-9 / 84-9789-548-7 (4)

Życie zawdzięczam może tylko temu, że choroby nie mogły dojść między sobą do zgody, której ma przypaść w udziale zaszczyt zabrania mnie ze świata.
[Robert Graves, "Ja, Klaudiusz"]

Rzekłbym: miałem to samo, ale mnie w przeżuciu pomogła zdecydowanie współczesna (no, współczesna jak współczesna, z lat 70-tych ubiegłego wieku i na dodatek z pierwszego obszaru płatniczego) technologia medyczna. I z tego, co się orientuję, nie jestem w tym przeżyciu dzięki nauce odosobniony - a teraz pomaga ona dożyć wieku reprodukcyjnego Rozczochranemu (Rozczochrana to najwyraźniej inny zestaw genów: ona bez problemu przeżyłaby w starożytnym Rzymie, a z jej odpornością na choroby pewnie nawet przeżyłaby siedem plag, w tym dwie egipskie, nie mając nawet kataru czy wysypki (dość powiedzieć, że po kontakcie z zarażonym, Rozczochrany zaraził się szkarlatyną, Rozczochranej choroba nie wzięła; większość epidemii grypy przeszła bez choćby kataru). Ze wszystkich dziecięcych "chorób obowiązkowych" tylko raz dała się pokonać rotawirusowi - a i to ledwie na jeden dzień, następnego znów będąc w pełni sił fizycznych).

Ja zaś - co Rozczochrany po mnie najwyraźniej odziedziczył - w dzieciństwie zwiedzałem szpital regularnie. Ponoć moje żółtawe uzębienie jest właśnie wynikiem wszystkich mych dziecięcych kuracji antybiotykowych. Do tego jestem alergikiem, a jako 10-latek miałem ostry atak nocnej duszności z przyczyn absolutnie niewyjaśnionych (o tyle ciekawszy, że dziesięć dni przede mną identyczny atak miała moja siostra; u żadnego z nas nigdy później się nie powtórzył). Wtedy podczas badań wyszło, że mam "zwapnione węzły chłonne".

Do tego miałem zdiagnozowane "wrodzone szmery serca" związane z - również wrodzoną - szparą między przedsionkami serca. "Znaczna krótkowzroczność obu oczu uniemożliwiająca znaczny wysiłek fizyczny" (cytat z wyników badań komisji wojskowej) wydaje się przy tym już niczym nie znaczącym dodatkiem.

Skutkiem tego wszystkiego byłem nad wyraz chorowitym dzieckiem. Przez całą szkołę podstawową nie było miesiąca, bym przynajmniej tygodnia nie był chory. Miałbym rekordowo wysoką liczbę nieobecności z tego powodu, gdyby nie fakt, że w klasie miałem koleżankę, która uczyła się indywidualnie w domu (wieść głosiła, że ze względu na stan zdrowia; zauważyłem kiedyś jej imię i nazwisko na karcie pacjenta w poradni alergologicznej, więc niewykluczone, że było to prawdą) i do szkoły przychodziła jedynie na rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego. Taki wyczyn trudno pobić.

Myślę jednak, że w moim przypadku największe szanse na wygraną miałby układ oddechowy. Na szczęście z pomocą technologii jakoś udało mi się przeżyć.

poniedziałek, 18 stycznia 2016, nieuczesany23
Tagi: Rzym

Polecane wpisy

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA