Blog > Komentarze do wpisu

83-240-0431-9

Kto wpadł na pomysł, żeby pić według alfabetu? Alex nie przyszedł do Bąbelków z takim zamiarem. Wstąpił po prostu na drinka, może na kilka drinków, a może nawet drinkówinków. Po pięciu szybkich szklaneczkach whisky objawił się ni stąd, ni zowąd pomysł z alfabetem. I Roy, który był barmanem, a zatem musiał wziąć część winy na siebie, nie zasępił się ani nie wzruszył odmownie ramionami. O nie.
Roy powiedział po prostu:
- No to startuj, mój synu.
A Tommy, brzuchaty Irlandczyk, który mógł być autorem pomysłu, powiedział:
- Twenty mówi, że nie wyjdziesz poza pieprzone "h".
Co było bezczelną prowokacją. A pijani mężczyźni dają się prowokować tak łatwo, jak oddychają.
Rozpoczął więc z wielkim hukiem absynt. Alex poczuł, jak morwowy obłok spowija mu obie gałki oczne. (...) Piwo Beck's i Cointreau przepłynęły jak ciężki pomarańczowy brykiet przez jego organizm. W tej fazie przezorny Roy sięgnął przez bar po portfel Aleksa, sprawdził jego zawartość i pokręcił głową. (...)
- D – zadumał się Roy, teraz już bez reszty zaangażowany. - D. Phil? Masz jakiś pomysł na D? (...)
- D? Nie, nie mam żadnego pomysłu, Roy. Nie mam pomysłu na D.
- Daiquiri – powiedział Alex, uderzając pięścią w otwartą dłoń.
- Duże piwo – podpowiedział delikatnie Roy.
Piwo pojawiło się ponownie przy F, nazywało się Fuller's, potem przyszła kolej na piekielnie mocny, swojski dżin, po nim zaś na wulkaniczny koktajl Hot Toddy (...).
I przytkało ich na pewien czas.
- Iberia... Iberyjski... - zaczął Phil, który rozwiązywał krzyżówkę.
- Mogę zrobić coś z imbirem – zaproponował Roy. - Imbirowe coś tam. Albo coś innego.
Ale skończyło się na irlandzkiej whisky, tym ogrzewającym gardło płomieniu świecy. Niemieckie piwo marki Jahrhundert załatwiło sprawę J, a następnie kahlúa, słodka i gęsta niczym farba, pokryła język niezmywalną warstwą. Lager i muscadet zostały nalane do jednej szklanki jako tak zwany szprycer. (...)
Pół godziny później "zwiększony ruch" - czterech facetów z kolektury totalizatora naprzeciwko – ochoczo dopingował Aleksa, podczas gdy Stella ustawiała przed nim w szeregu rum, sherry i likier Tía María.
- Dlaczego ty to właściwie robisz? - zapytała.
Żaden z obecnych mężczyzn nie uznał dotąd, żeby warto było o to zapytać.
- Znaczy się – ciągnęła Stella, opierając się na spiczastym, zaróżowionym łokciu – dlaczego po prostu nie pójdziesz do domu?
- Bonieważ – powiedział Alex, który stał przy podwyższonym końcu baru, gwałtownie gestykulując – bonieważ nie chsę iźdo domu. NIEESTEMZAINTERESOWANY PÓŚCIEMDODOMU ŻEBY TAM DOSSAĆ OPIEPRZ OD TAKICHJAKTY.
- Twoja wola – powiedziała Stella.
Kwestia U przewijała się w trakcie rozmowy jak luźny ścieg, to pojawiając się, to znikając. W końcu zapomniano o sprawie, bo Phil uruchomił szafę grającą. (...) [Alex] miał swoją dumę; dotarł bez niczyjej pomocy do toalety i tam zwymiotował w zaciszu kabiny. Gdy wrócił, Roy stał na środku sali z jego telefonem komórkowym w dłoni.
- Adam – powiedział chłodno, odczytując imiona z wyświetlacza. - Boot? Carl. Doktor... Huwang? Słuchaj, do kogo z nich mam zadzwonić, żeby cię stąd zabrał?
[Zadie Smith, "Łowca autografów"]

Nie pierwszy już raz zetknąłem się z opisem gargantuicznego opilstwa w czytanych książkach i nie pierwszy już raz wydają mi się one nad wyraz mało realistyczne. O ile rozumiem, że sceny te są przerywnikiem w fabularnej akcji, czasem nieco humorystycznym, czasem wręcz przeciwnie i pozwalają potem przedstawić w sztok pijanych bohaterów, co pozwala dalszej fabule toczyć się takim, a nie innym torem, o tyle ilość wlewanego w siebie przez nich alkoholu za każdym razem budzi me nieodparte zdumienie. Jestem Polakiem, mieszkańcem Europy Środkowo-Wschodniej, których to pijaństwo jest wręcz legendarne, ale najwidoczniej mam jakiś genetyczny defekt, bo nie potrafię sobie nawet wyobrazić wlania w siebie takiej ilości różnorakich alkoholi bez zwrócenia zawartości żołądka już gdzieś w połowie takiej próby*. A tym bardziej nie wierzę, by był w stanie tego dokonać Alex, pół-Chińczyk, pół-Żyd. Toż te pięć szklaneczek whishy i literki od A do T to jakieś 25 jednostek alkoholu, wypicie tej ilości powinno oznaczać powyżej 4 promili alkoholu we krwi, zatrucie i śmierć ("nie dotyczy Polaków i Rosjan"). A Alex zaledwie ma następnego dnia kaca i to wcale nie gigantycznego.


* - pamiętam, jak kiedyś, przeszło dekadę temu, wraz z Niemałym postanowiliśmy przejść najdłuższą ulicę w mieście metodą "bar to bar", wstępując do każdego napotkanego baru na jedno piwo. Gdy w okolicy szóstego baru Niemałego odciągnęła od dalszej trasy po nie lada kłótni Niemała, byłem już na skraju swych możliwości i na obrzeżach swej świadomości. Co prawda, ponieważ pora była jeszcze dość wczesna (zaczęliśmy marszrutę w południe), zdołałem się po trzygodzinnej przerwie dostać jeszcze na "osiemnastkę" kolegi, gdzie wlałem w siebie kolejne trzy lub cztery piwa - ale wypicie tych sześciu piw, w odróżnieniu od powyższej listy szybkich "shot'ów" zajęło nam około 5-6 godzin, z przerwą na treściwy posiłek w kebabowni i spacerem na świeżym powietrzu długości niemal kilometra, bo tyle dzieliło nasz pierwszy bar od ostatniego, z którego wyciągnęła za uszy mego kompana od kufla partnerka. I upłynęło ponad 12 godzin od pierwszego piwa w barze do ostatniego na imprezie. Ponadto byłem wtedy na studenckim etapie mego życia, gdy możliwości organizmu we wchłanianiu alkoholu są chyba w swej szczytowej formie, co udowadnia każda impreza w akademiku. Obecnie me spożycie ogranicza się maksymalnie do trzech kufli piwa (zdarza się, że litrowych), czwarty powoduje już zalegnięcie nad niedokończonym kuflem lub pod utrzymującym go stołem.

piątek, 15 marca 2013, nieuczesany23
Tagi: barowe

Polecane wpisy

  • 83-7079-479-3

    - Nie, nie. Odmiana czasem dobrze robi. Jeśli nie umie pan już zmienić baru, to dowód, że się pan zestarzał. [Graham Greene, "Nasz człowiek w Hawanie"] Choć ksi

  • 978-83-7510-220-8 (2)

    Splotłem palce i myślałem o życiu. Byłem zbyt zmęczony, by rozważać życie w ogóle, więc skoncentrowałem się jedynie na swoim. Szybko doszedłem do wniosku, że ni

  • 83-07-02860-4 (7)

    Otóż sobotni wieczór to pora zasadniczego i w regularnych odstępach czasu powracającego wypoczynku biedaka; pod tym względem najbardziej nawet wrogie sobie wyzn

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA